insane scribbler 'll rock Yours pants off!

Friday, June 22, 2007

By Reja 1812 :)

Klątwa Pająka

Dzisiejszy dzień, pomimo iż słoneczny, wcale takim nie jest. Już tłumaczę dlaczego. Wraz z nadejściem jutrzenki pewne tajemnicze poszlaki zawiodły mnie na Górę Upiorów, ażeby przekazać mi wieść. Ta wieść spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, a jej treść brzmiała złowieszczo: "Olka, w dniu dzisiejszym zawisła na Tobie Klątwa Pająka". Nie mogłam mieć wątpliwości, co to oznacza. Nikt by nie miał. W tym momencie rozpoczął się pierwszy symptom opanowania mnie przez klątwę. Tak zwana INICJACJA (łac. initiationum). Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz, paznokcie stwardniały, włosy w uszach zaczęły tańczyć skoczną rumbę, a pachy spociły się niemiłosiernie. Podejrzewałam, co za chwilę nastąpi, więc nie wzbraniałam się przed niczem. Nie myliłam się, nadeszło nieuniknione: na moim grzbiecie urosło, jak grzyby po deszczu, osiem par czujnych i wszystkowidzących oczu, a na dłoniach i stopach zakończonych szczękoczułkami pojawiło się ciemne, gęste jak brwi Breżniewa owłosienie. Zamieniałam się w pająka! Ale pierwszy etap miałam już za sobą. Nagle, nie wiadomo skąd, spadła z nieba kartka zaadresowana do mnie. Treść owego skrawka papieru napełniła mnie grozą: "Klątwa tylko wtedy ma swój kres, gdy w dupkę Cie wyrżnie pies." Nie wiedziałam, co wybrać: czy spędzić żywot zamieniona w pająka, czy rzucić swój odbyt na łaskę lub niełaskę napalonego kundla. Jednak chuć była silniejsza, niż rozum i postanowiłam: wejdź we mnie, mój psie! Zahaucz mi, liż mi stópkę!- krzyczałam i w ferworze miłości szukałam po dzielnicy największych okazów. W końcu znalazłam: ten wilczarz był stworzony dla mnie! Zakończył dzieło, zapłacił, jak na dżentelmena przystało i wrócił do budy. Wtem otwarły się niebiosa i przemówił Dobry Bóg: "córko, dlaczego tak zbłądziłaś? Jak mogłaś dać się omamić niecnemu Rokicie? Czy tylko syn mój, Jezus, nie dał się skusić podszeptom Szatana? Jak mogłaś uwierzyć w tę nędzną klątwę, a co gorsza, w przerwanie w tak uwłaczający dla dziewczynki z dobrego domu sposób jej działania? Czy nie uczyłem Cię ustami księdza na katechezie, że trzeba słuchać serca? Za karę spędzisz całe życie, jako trawka narkotyczna. Będziesz się odradzać w nieskończoność w lufce każdego palacza, w skręcie wszelakiego koloru skóry rastamana, w gibonie wszystkich tych, którzy oddają się rutuałowi spożywania świętego ziela. Za każdym razem będziesz płonąć żywym ogniem, a przed oczami będziesz mieć wyświetlany film, na mini czipie, które od teraz będą dołączane do każdej lufki świata, po to, żeby w każdej kolejnej reinkarnacyjnie uwarunkowanej postaci mógły Ci towarzyszyć dwa wspomnienia: seksu z Burkiem i Twojej starej. To jest właśnie Twoje piekło, drogie dziecko. Każdy ma takie piekło, na jakie sobie zasłużył. Jeden, który alkoholizuje się całe życie i żyć nie daje dzieciom, skończy w piekle małżeństwa swoich rodziców, drugi, który rozkochuje w sobie życie całe kobiety, traktując je przy tym nieprzystojnie, piekło będzie miał na własnym narzędziu pracy- wrzód mu zajmie całe przyrodzenie. Także możesz łatwo przypomnieć sobie, na co Ty trwoniłaś swój żywot. Wiedz jednak córko, żem jest miłosierny i nie chcąc uczynić twej wieczności aż tak nieznośną, pozwolę Ci od czasu do czasu, trochę siebie przypalić.

Przez pierwsze 5 minut od zakończenia tej tyrady śmiałam się śmiechem opętańca, a kiedy słowa Pana Wszechrzeczy wreszcie do mnie dotarły, uczucie paniki ogarnęło resztki mojego mózgu. Przez głowę przesuwały się obrazy mnie zamienionej w kawałek konopii indyjskiej, konającej w ogromnej temperaturze, widziałam jak płonę w kawałku szkiełka, zobaczyłam twarz taty, kiedy po raz pierwszy zabrał mnie ze sobą do łazienki, prawie przed oczami miałam pierwszą jedynkę zarobioną w szkole podstawowej, nie wspominając o tym, że wręcz poczułam się znów świadkiem na bierzmowaniu koleżanki. Fatamorgana za fatamorganą! W końcu moja panika sięgnęła zenitu. Powoli najczarniejsze wizje i wspomnienia zaczęły odpływać, a miejsca ustąpiły strachowi i pokorze względem Ojca. Pomyślałam, że jedynym sposobem na odkupienie win będzie ponowne wstąpienie w szeregi Kościoła i długo się nie zastanawiając przedstawiłam swój plan Oku Wszechświata. On, swoim zwyczajem odpowiedział mi dobrotliwie, acz surowo: „Córo, zamysł Twój jest zacny i podziwiam, szczególnie bacząc na bluźnierczy charakter Twoich żartów w ostatnim czasie, że ponownie chcesz uczestniczyć w życiu Kościoła. Chwali Ci się to, ale dopiero wtedy zostaniesz odkupiona i Życie Wieczne spędzisz w Raju, miast w piekle, jeżeli nawrócenie twe będzie szczere i fałszem nieskalane”. Pełna pokory odpowiedziałam: „Przekonasz się, o Panie, że intencje me czyste jak lilia, a myśli bielsze niż kwiat lotosu. Na dowód tego, co powiedziałam, zrzucam wnet spodnie, nakładam habit, a różaniec przyczepiam do kieszeni, zamiast hardkorowego, jak dotąd łańcucha. Z głowy zrzucam spinki i gumki, a koroną cierniową skroń przyozdabiam. Panie, tak wiele jestem w stanie dla Ciebie zrobić, jak nie potrafił nikt z Twych sług. Nie wyprę się już Ciebie, o nie! Nie jestem św. Piotrem!”

Takim oto patetycznym sposobem zakończyłam moją żenującą przemowę i udałam się w nowym przebranku do Zakonu Sióstr Japraciadabek w Ostrołęce by spędzić tam resztę czasu, jaki pozostał mi na tym ziemskim padole. Od wejścia zostało mi nadane imię Magdalena na cześć pierwszej nawróconej w historii chrześcijaństwa, co nie mogło wróżyć lepiej drodze mej poprawy. Szybko przyzwyczaiłam się i pokochałam tamtejszy tryb dnia. Pobudka o 4:30 rano, 15 min. na poranną toaletę, pacierz i zaścielenie pryczy, 4:45- litania do Serca Jezusowego w klasztornej kapliczce, 5:15- śniadanie poprzedzone wspólną modlitwą dziękczynną, 6:15- 8:15- modlitwy dowolne i o wstawiennictwo w kapliczce klasztornej, 8:30- 10:30- prace na rzecz potrzebujących, 10:30- 10:35- masturbacja w toalecie klasztornej, 10:35- 12:35- prace w szwalni, pralni, sprzątanie toalet klasztornych, przygotowanie do Anioła Pańskiego, 12:35- Anioł Pański, 14:00- obiad poprzedzony wspólną modlitwą dziękczynną, 15:00- 15:15- siku, kupa, 15:15- 16:15- modlitwy za Ojca Świętego w osobistych pokojach, 16:15- 16:20- czas wolny, 16:20- 16:25- masturbacja w toalecie klasztornej, 16:30- 18:00- modlitwy wraz z praktykantami teologii i klerykami w przyklasztornym Kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Ostrołęce, 18:00-18:30- seks z praktykantami teologii i klerykami w osobistych pokojach, 18:30- 18:35- toaleta przed kolacją (podmycie waginy, ust i twarzy), 18:35- 19:00- kolacja poprzedzona wspólną modlitwą dziękczynną, 19:00- 20:00- wspólna modlitwa o wybaczenie, spokojny sen i pokój na świecie w kaplicy klasztornej, 20:00- 4:30- sen w pryczy w osobistych pokojach poprzedzony masturbacją krucyfiksem.

Tak miło upływały mi dni na pokucie, modlitwach i pracach w ogrodzie, że nawet zapomniałam po co się znalazłam w tym osobliwym miejscu. Przypomniał mi o tym jednak Bóg Ojciec, gdy pewnego dnia zastał mnie o nieodpowiedniej godzinie 10:32 samą w toalecie. Właśnie w najlepsze oddawałam się modlitwom za samotne matki, kiedy rozwarła się posadzka i zobaczyłam w niej oblicze Pana. „Olka, od Twojej deklaracji minęło już 13 lat, 13 lat spędzonych pięknie i dobrze w miejscu pozbawionym mężczyzn, psów i narzędzi służących do samogwałtu. Żyłaś skromnie, przykładnie i wzorowałaś się na Jezusie („to Jezus masturbował się narzędziem swojej niesprawiedliwej śmierci?”- wnet zdziwiona pomyślałam) i jako, że Ty dotrzymałaś swego postanowienia, teraz ja dotrzymam mojego. Wiedz, że Niebo stoi dla Ciebie otworem, ale mało tego- po Twojej śmierci, beatyfikacja nastąpi szybciej niż w przypadku Jana Pawła II, a Twe relikwie rozdane zostaną tym, których najbardziej w swym uświęconym łaskami życiu przypominałaś- wiodącym pustelniczy żywot Siostrom Nicniepotzebującymdoszczęściaoprócztrójcyświętejikawałkachleba. Zaszczyt, który Cię spotkał to wspólna decyzja moja, mojego syna, jego matki i św. Piotra. 4 razy tak. Obserwując Twoje życie znad chmur, rwałem włos za włosem, pochłaniałem ogromne ilości wódki, widząc, ale niedowierzając tej ogromnej przemianie, która w Tobie, Droga Córko zaszła. Po raz kolejny znaj dobroć swego Stwórcy i wiedz, że jesteś wolna, wracaj skąd przyszłaś, wiek masz Jezusowy- lat 33, całe życie jeszcze przed Tobą. Zostań w pokoju, moje dziecko”. Tymi słowami Bóg zakończył przemowę, zostawił mnie jak zastał, z palcem na piczi i rozwartymi ze zdziwienia ustami. Nie dowierzałam- koniec beztroski? koniec z ciałami młodych kleryków? naczy koniec ze wspólnymi modlitwami? Tak być nie może! Ale wstałam, poszłam do swojego osobistego pokoju, raz jeszcze przyklęknęłam na wezgłowiu mej pryczy i kornie podziękowałam Kyrje Elejsonowi słowami: „Kyrje Elejson, Chryste Elejson, kornie Ci dziękuję za czas tu spędzony i za obietnicę Raju”. Zdjęłam habit, koronę cierniową i różaniec, nałożyłam spodnie, łańcuch hardkorowca, nakleiłam naprędce tatuaż z Bravo na przedramię i... cóż, byłam gotowa do drogi. Spakowałam jeszcze ukryte głęboko w sienniku kulki analne i prenumeratę miesięcznika katolickiego „Adam”, pożegnałam się z siostrami, otrzymując od nich błogosławieństwo na nową drogę życia i medaliki z wizerunkami świętych i wyszłam. Za bramą wyrzuciłam medaliki zastępując je badzikami kapel ze stajni hc, splunęłam na ciężkie drzwi klasztoru, stagowałam się na murze, obsikałam tablicę patronki, uśmiechnęłam się do siebie i powiedziałam: Olłejs de hardłej (jak to często zdarzało mi się po koncertach okupionych cierpieniem wywołanym przefuckin’brutalnym moshem).

Tak to właśnie wróciłam do starego życia, w którym mogłam spać do woli, pić wino z chrzcielnicy, profanować zwłoki i krzyczeć PRAJT. Kiedy teraz zastanawiam się nad tym, co dał mi pobyt w klasztorze oprócz niekwestionowanego szczęścia jakim jest Wieczna Radość w Niebie, dochodzę do wniosku, że wiele. Nauczyłam się, że nie samą pracą i modlitwą żyje człowiek, o czym często zapominałam przedtem, przekonałam się też o najważniejszym: że kiedy jest Ci źle, to cicha modlitwa w przytulnej kaplicy potrafi zdziałać więcej niż nawet najlepszy psychoterapeuta.

Tymi słowy zamknę tę historię i na koniec Was wszystkich zaskoczę, moi drodzy Czytelnicy: to wszystko nie wydarzyło się naprawdę! Haaaaahahahahahhahahaaaa! Mam Was.

:D

No comments:

Contributors