Nie daleko i całkiem niedawno temu zdarzyło się coś dziwnego. Objawy tego zdarzenia są w psychiatrii nieformalnie opisywane jako pierdolec z chronicznym pijactwem i narkomanią , ale to co Ci powiem to całkowita prawda, choć może się wydać nierealna.
Otóż ,wracając do początku, byłam na suto zakrapianej kolacji piątkowej, w siedzibie Parafialnych Antychrystów i jak zwykle dobrze się bawiłam, z moimi znajomymi, sikając na krucyfiks i pijąc wino z chrzcielnicy , kiedy uświadomiłam sobie z pełną grozą że nadeszła pora na powrót do domu. Tym większym zniesmaczeniem napawała mnie świadomość że droga przede mną ciemna i daleka. Jednak postanowiłam dzielnie, że przemierzę ją tak szybko i tak sprawnie że nawet nie zauważę że szłam. Pomysł tak absurdalny, zrodzony w pijanej głowie nie brał pod uwagę takich przeciwności losu jak pijański niedowład nóg (objawiający się smętnym powłóczeniem syr po chodniku) i brak orientacji w nieznanym terenie. Cóż jednak poradzić na takie problemy, gdy pragnienie znalezienia się czym prędzej w domu jest silniejsze niż racjonalność? Poradzić nic się nie da! Tak wiec ,po nieudolnym nałożeniu fioletowych trzewiczków i serdecznym pożegnaniu z Antychrystami, wyruszyłam przed siebie podśwpiewując wesoło pioseneczkę pt. Hihgway to hell. Przemierzyłam dziarskim krokiem ponad połowę drogi gdy wkroczyłam na chybotliwy, zdradziecki chodniczek poniszczony wybijającymi się dramatycznie korzeniami drzew rosnących w pobliżu. Pech lub szczęście (trudno stwierdzić ,która z tych złowieszczych sił Behemota to sprawiła) chciało że jedna z płyt chodnikowych wystawała grubo ponad wszystkie, a ja w pijackim niedowładzie nóg nie zauważyłam tej nierówności i fatalnie się na niej potknęłam. W locie zdążyłam tylko wykrzyknąć urywek diabelnego przekleństwa i wylądowałam całą powierzchnią facjaty na chodniku. Zamroczyło mnie, a z nosa pociekła kleista, czerwona i słodka ciecz. Poczułam błogie zapadanie się w coś miękkiego, słodkiego i ciepłego. Otworzyłam umęczone oczęta i ujrzałam dziwne mroczne pomieszczenie, przepełnione wszelkiego rodzaju ubraniami i ich zapachem. Po chwili dopiero zrozumiałam że znalazłam się w mistycznej krainie - Szmatlandii.
Jeśli kiedykolwiek czytelniku znalazłeś/łaś się przypadkiem , bądź celowo w Szmatlandii, wiesz zapewne jaki rozgardiasz tam panuje. Natłok koszulek z cekinami, kreszowych dresików, czapek uszatek, powycieranych dżinów z wysokim stanem, marynarek dla niewybrednych dziadów, firanek i zasłonek , uroczych mini plecaczków, rękawiczek na ślub i pogrzeb, torebeczek, butów na koturnie i wyliniałych futer , a przede wszystkim charakterystyczny zapach mieszaniny dymu papierosowego, wydzieliny z pochwy , kurzu i środka czyszcącego podłogi sprawił, że nie mogłam uwierzyć ,że faktycznie ta oto tajemnicza kraina uchyliła przede mną swe otchłanie. Po pobieżnym rozejrzeniu się i ocenieniu że brak w tej krainie jakiegokolwiek zagrożenia ze strony zwałów ciuchów, wytarłam nos, z którego nadal sączyła się krew pomieszana ze smarkami, o jakąś bawełnianą haftowaną chusteczkę po czym schowałam ją do kieszeni i udałam się na dalsze zwiedzanie second-handowego gąszczu. Przepchnąwszy się przez dżunglę majtek na wagę ,ujrzałam stanowisko sprzedawczyni tych nad wyraz wyśmienicie unikalnych towarów. Stanowisko to zbudowane było ze starego biurka w typie "zrób to sam z kartonu i taśmy klejącej" obłożone stertami pojedynczych rękawiczek , wełnianych skarpet i robionej na szydełku bielizny, sama sprzedawczyni zaś wyglądała całkiem normalnie ,jak na kogoś o wystających zębach i zezie rozbieżnym. Panienka ta miała lat około dwudziestu i mimo wyżej wymienionych wad sprawiała wrażenie osoby pociągającej płeć przeciwną, była także uprzejma i dobrze znała zasady manipulowania klientem, co udowodniła mi miłym zapytaniem: - czy mogę w czymś pomóc ?- biorąc mnie za potencjalnego konsumenta. Musiałam uprzejmie odpowiedzieć, że "póki co rozglądam się tylko" i , z pełną radością w sercu,że oto mam okazję eksplorować tę nieprzebraną puszczę szmat i toreb, zabrałam się do przeglądania co ciekawszych egzemplarzy falbankowych sukienek w stylu emo, oldschoolowych dresików- kreszyków , aż w końcu ujrzałam to co chyba sprzedawczyni próbowała ukryć ,a były to STRASZNE CIEKAWOSTKI.
Oczom swoim nie mogłam uwierzyć, bowiem ukazały się przede mną kosze pełne śluzowatej , bulgocącej substancji o nieciekawym zapaszku gotowanej brukselki. Z uwagi na moją niepohamowaną ciekawość zanurzyłam rękę w jednym z takich koszy i okazało się że substancja ta jest o wiele bardziej przyjemna w dotyku niż można by się spodziewać tego po jej wyglądzie. Byłam mile zaskoczona tym że maź była ciepła i miękka jak kocie futro. Wyciągnęłam grabę z kosza i okazało się że jest porośnięta dziwnymi kłakami. Włosy te przypominaly puszystą sierść młodego króliczka i co gorsza posuwaly się od koniuszków palców w górę , tak szybko po półminuty byłam już obrośnięta do połowy ramienia.W mig zrozumialam co się tutaj do cholery dzieje ! Zdradliwa Pani Sprzedawczyni sprzedawała ludzi ,ktorych uprzednio zamienila w chujowe ubranka ! Rozpaczliwie próbowałam zerwać z siebie te klaki - kalabraki ale im zapalczywiej walczylam tym mocniej mnie one porastały... Zaczęłam krzyczeć , ciskać się i rzucać z wściekłości po pokładach nieszcześliwych ludzkich istnień zamienionych w niemodne od dawna szmaty. Siły opuszczały mnie powoli, czułam że drętwieję i że podzielę los czapek uszatek, rękawiczek, majtek, torebek i dresów jako różowawe futrzaste wdzianko dla jakiejś pastelowej cizi. Wreszcie zemdlałam.
Obudził mnie piekący strzał w pysk. Rozchyliłam znużone powieki, ujrzałam park, drzewa , chodniczek i plamę krwi. Wstałam zastanawiając sie co sie właściwie dzieje, po czym przypomniałam sobie okrutne zdarzenia ze Szmatlandii , obejrzałam dokładnie swoje ręce i ku niesamowitej radości zauważyłam że ani śladu różowego futra na mnie nie zostało. Nadal jednak nie mogłam zrozumieć , kto tak perfidnie mnie spoliczkował nie było bowiem wokół mnie ani jednej żywej duszy. Odpaliłam papierosa i podążyłam dalej przed siebie , tym razem ostrożniej stawiając kroki.
Kilka godzin po tym zdarzeniu , gdy obudziłam sie już po raz trzeci w tym opowiadaniu, znalazłam się w swoim pokoju ,pod swoją kołderką. Z uwagi na mega kaca podążyłam do kuchni żeby załyczyć wody z kranu , a następnie udalam się pod prysznic. Jak się okazało, myliłam się twierdząc że z mojego ciała zniknęły wszystkie ślady STRASZNYCH CIEKAWOSTEK. Na moim łonie zamiast typowych kręconych kłaków pojawiło się właśnie to różowe futro... a w kieszeni spodni znalazłam chusteczkę którą niechcący zwędziłam. Po dziś dzień zastanawiam się czyje życie kryje się pod postacią tejże bawełnianej szmatki...
insane scribbler 'll rock Yours pants off!
Blog Archive
Tuesday, April 24, 2007
Straszne Ciekawostki !
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
3 comments:
widzę, że koleżanka tez funkcjonuje w nieco pojechanym świecie. nie znam się w ogóle na tego typu pisarstwie, ale podoba mnie się. a i gęba się mnie ucieszyła kilka razy...:)))
a widziszta,Ewulo, jak dobrze, ze nakłoniła ja Cię do publikacji? niedługo będziesz narodowym bandażem dla znękanych i głodujących, albowiem tylko śmiech się liczy...
:)
Nowaczka, kurwa, napisz wreszcie coś o mnie, bo zazdrość mnie zżera, że tylko asertka jest bohaterką tych jakże wesołkowatych opowiadań :))
Post a Comment