Dyskoteka w Komunalnym Domu Zabawy Kuracjusza rozkręcała się swym zwyczajowo wolnym tempem. Wszyscy uczestnicy zabawy popijali wódkę bądź piwo spokojnymi małymi łykami delektując się i konwersując, a w tle przygrywały im spokojne piosnki lat 70-tych. Grono Kuracjuszy już się zabawiało w rytm znanych im przebojów dawno przeminiętej młodości, tańczyli w parach swe romantyczne dansy , niestety jeden z dziadów był niesparowany jak elektron wodoru i (o losie!) tak samo toksyczny. Dziad przedstawił się młodzieży jako Zenon ("Zenek jeste") , ucałował rączki będących tam dziewcząt i zaprosił Maję do tańca. Długo namawiał naszą bohaterkę, do tego żeby z nim zatańczyła. Obiecywał że będzie ostrożny i szarmancki i że będą się razem świetnie bawić. Jednak i tym razem asertywność sparaliżowała dziewuszkę. Maja odpowiedziała mu że nie zatańczy z nim bo przyszła tu aby porozmawiać z przyjaciółmi ,a nie po to żeby ją jakieś stare pryki obłapiały i nadal sączyła swoje piwo.
W kilka kwadransów później całe towarzystwo było już sążnie urżnięte dlatego też nastąpiła pora na wspólne tańcowanie (zarówno młodzież jak i Kuracjuny tańcowali ostro wymiatając kończynami). Rozmyślny Didżej Waldi zarzucił Bitelsów na głośniki i sala dyskotekowa wypełniła się wirującymi ciałami. Starzy i Młodzi nie zważali na bariery wiekowe , a już na pewno nie funkcjonowało tam pojęcie "konfliktu generacji". Tak więc tańczyli ludzie o kulach, w okularach przypominających denka od słoików, dredziarze , dresiarze , hardkorowcy, moherowe berety i krucyfiksy, a w tanecznym rozpasaniu nawet kadłubek spod baru odtańcowywał szalony taniec - połamaniec (tzw. Bredgens). Jednak nigdy życie nie jest tak piękne jak w bajkach , a juz z pewnością piękne życie nie funkcjonuje w tym opowiadaniu. Otóż w pewnym momencie Toksyczny Zenek złapał Maję pod rękę i zaczął wywijać nią to w lewo to w prawo pohukując jak sowa. Tego już było dla Asertywnej za wiele ! Wpadła w szał znany tylko tym nieszczęsnym śmiertelnikom którzy zdołali go przeżyc. Złapała dziada za chybotliwą jego grabkę i rzuciła nim przez ramię jak kukłą. Maja , musicie wiedzieć trenowała kiedyś Tekłondo , to też zadała Zenkowi profesjonalny cios , który spowodował że dziadowska (dosłownie i w przenośni dziadowska) sztuczna szczęka wyleciała z otworu gębowego starca i poszybowała przez całą długość sali, rozbijając po drodze disco kulę. W tym momencie muzyka urwała się w pół nuty , wszyscy zamarli ,a Maja stanęła przed swą "ofiarą" ("ofiarą" w czudzysłowie , bo to przecież Majka została zaatakowana i sie broniła, nie?) splunęła mu na zsunięty z łba tupecik i wyszła z imprezy.Reszta bandy Mai została w KDZK a Maja prowadzona przez swą niebywałą asertywność dotarła na piechotę , aż na tzw. Orlen gdzie zakupiła tuzin browarów, które następnie łąpczywie pochłonęła i już uspokojona wróciła do dystkoteki. Tego dnia przylgnęła jej do facjaty ksywa Niszczycielka i już nigdy żaden dziad się do niej nie przyczepił.
2 comments:
nie no, teraz to przesadziłaś marna dziewko!!! Zenonowi nigdy bym nie odmówiła, toż to wierutne kłamstwo!
:)
nie lansuj sie ,proszę, na wyluzowaną lasię! wszyscy wiedzą że jesteś ASERTYWNA...
Post a Comment